Przejdź do treści

Diagnoza: rak

„Glejak wielopostaciowy, czyli ten najbardziej złośliwy…”

Dokładnie rok temu, 19.06.2018r., maila takiej treści wysłałam do rodziny, przyjaciół i znajomych. Zrobiłam to zaraz po tym, jak otrzymałam wyniki badań do ręki. Wcześniejsze podejrzenia zostały bezlitośnie zapisane czarno na białym.

Nie pamiętam czy najpierw napisałam maila czy wyszłam ze szpitala, by patrząc na jego mury rozpłakać się dając ujście nagromadzonym emocjom. Na płacz nie mam zasadniczo czasu. Były i są jednak takie momenty, w którym łzy się pojawić muszą. Pamiętam ten moment uwolnienia dobrze. Zdaje się, że maila pisałam już ze łzami w oczach. Potem poleciał już cały wodospad. Smutek. Zmęczenie. Niedowierzanie. Samotność. Nie tak miało być.

Przeczytałam kiedyś o braku wiary w to, „że nasz Pan zamierza zbudować z nami to, co się nam spodoba!” (Marek Zaremba, Boży Skalpel. Uzdrowienie postem, s.66). Doświadczyłam tego do głębi. Teraz doświadczam jak Bóg w to wkroczył, jak zmienia moje myślenie, jak pokonuje strach i całą masę innych świństw. Powoli. Krok za krokiem.

Dziś jest we mnie radość, wzruszenie i przejęcie z tego, że tą wiadomość, choć taką samą, ale jakże inaczej wysyłam tu. Wysyłam w świat. Wtedy- to był pewien koniec, dziś- staje się on początkiem. Ufam, że ten blog to pomysł Pana Boga. Jak to dobrze, kiedy On działa, a mi pozostaje tylko przyjąć Jego propozycję. Jestem podekscytowana tym dokąd mnie zabierze. Krok za krokiem. Lub inaczej.

Wiara jest wymagająca, ale też często, jak to gdzieś przeczytałam, daje dużą wygodę duchową, sprawia, że jest lżej (nieprawdaż?). Wiara się opłaca. Płaci za nią Bóg, ale nie jest to handel (ludzki) wymienny. Płaci bliskością, relacją, prowadzeniem, troską, czyli tym wszystkim, co składa się na Miłość. Nie umiem sobie wyobrazić przechodzenia przez naszą ciemną dolinę bez Boga- bez Jego Miłości, Nadziei i Wiary, które mi daje. Za darmo. Zupełnie.

Nie zasłużyłam na to. WSZYSTKO, co zadziało się w tym ostatnim roku, po diagnozie, było całkowicie za free otrzymanym błogosławieństwem. Błogosławieństwo (ludzie, modlitwa, wsparcie wszelakie, finansowe) rozlało się przez MNM, który pokornie i z wielką ufnością, wręcz z radością (po ludzku niezrozumiałą) przyjął diagnozę. To dzięki niemu znam większość osób, które zaangażowały się w pomoc naszej rodzinie. Błogosławieństwo przyszło także dzięki naszym Dzieciom. Chłopcy pochłaniają wiele życiowej energii, a nieprzespane noce, szczególnie w tamtym czasie, doprowadziły na skraj wyczerpania fizycznego. Jednocześnie jednak (te nasze Dzieci) były i są trampoliną duchową, motorem napędzającym moje życie, podtrzymaniem, choć czasem paradoksalnie wręcz odwrotnie, życiowych funkcji psychiki i ducha.

Ostatecznie tym wszystkim, jestem o tym przekonana, jest Pan Bóg, który działa przez ludzi.

 

//Obraz Ryan McGuire z Pixabay

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *