Przejdź do treści

Pietrucha, PAW, Owca i… Baranek, który ocala, czyli bam-boo day (odc. 9)

Dzień zaczął nam się od doświadczenia po raz kolejny faktu, że nieważne ile szybciej zaczniesz przygotowania do wyjścia z domu z dzieckiem, i tak na końcu będziesz się spieszył. Też to znacie czy to po prostu moje niezorganizowanie? 😉 Dotarliśmy jednak na czas do biblioteki, wymieniliśmy stos książek na nowy i pobawiliśmy się z Pierworodnym na warsztatach teatralnych w naśladowanie. W międzyczasie okazało się, że Ostatniorodny zasnął wcześniejszą niż zwykle drzemką po tym jak zwymiotował 🙁 . Na szczęście po naszym powrocie obudził się z uśmiechem wpadając mi w ramiona. Potem humor był naprzemiennie do bani (w większości) i euforyczny (zabawa wieczorem, kiedy pora spać jest najlepsza i odbywa się w zgodzie braterskiej- macie też taką obserwację? 🙂 ). Trzeba było przewietrzyć w ciągu dnia pomieszczenia domowe i trzewia moje z atmosfery panującej, żeby do wieczora się nie zadusić. Wysłałam więc Ciocio-Babcię obecnie nam towarzyszącą i synów na spacer. Pogoda dziś u nas całkiem sympatyczna, dlatego nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Przy innej aurze z resztą zrobiłabym pewnie podobnie. To przecież w celu ratowania życia, a w zasadzie żyć naszych.

Zabrałam się za sprzątanie łazienki. Wolałabym posiedzieć na tyłku bez zawracania tej części ciała przez nikogo, ale kafelki, ubikacja i wanna stęskniły się za czystością. Włączyłam muzykę i zabrałam się za pracę…

Muzyka w tle

W tle leciała Julia Pietrucha zakłócana odgłosem pracującej pralki, a ja przyrządzoną kiedyś samodzielnie pastą z mydła, sody oczyszczonej i olejku cytrynowego szorowałam co się dało. A dało się naprawdę dużo, choć nie było tak źle jak na zdjęciu głównym 😉 . Niestety trudno mi ostatnio nie zapuszczać. Paznokcie, włosy, kafelki… Albo obetnę paznokcie, albo oklepię chorego na zapalenie płuc MNM. Albo obetnę paznokcie, albo napiszę tekst. I tak oto paznokcie schodzą na dalszy plan dopóty dopóki nie zaczną mnie ranić z powodu zbyt ostrych kantów. Wracamy jednak do kafelków.

Nie niósł mnie dziś ten rodzaj muzyki. W biegu szorowałam, myłam, wycierałam, bo miałam na to niezbyt długą chwilę. I tak pomimo niedogodności muzyczno-czasowych cieszyłam się z tego krótkiego spokojnego (czyt. w samotności) czasu w łazience.

Zmieniłam muzykę na polski worship PAW * (tym razem zakłócany koncentratorem tlenu) i karmiłam MNM. Potem skakałam na piłce z worshipem Owcy **, bo Ostatniorodny bardzo chciał na niej ze mną poskakać. Dobre rytmy (niektóre) na taką czynność, gdyby ktoś chciał zrobić pośladki i jednocześnie poszaleć z maluchem 😉 . W międzyczasie poiłam MNM.

A w głowie krążyła myśl, która pojawiła się przy wczorajszym Słowie, czyli…

…na kogo czekam?

Nie jest ważne, żeby wiedzieć „kiedy” – ważne jest „po co”. Gdy Bóg interweniuje i wkracza w dzieje świata to oddziela zło od dobra, światło od ciemności: tak też będzie na końcu czasów, kiedy ostatecznie i nieodwracalnie oddzieli to, co święte od grzechu. Bardzo dużo zależy jednak od perspektywy: można się lękać i widzieć jedynie Pana, który przychodził i przyjdzie po to, żeby ukarać i zgubić; a można czekać na tego, który przychodzi, aby ocalać. ***

Zmagałam się i nadal się zmagam z obrazem Boga surowego. Kochającego, ale jakąś taką przede wszystkim „twardą” miłością. Od jakiegoś czasu Bóg odsłania mi się powoli, a może raczej oczyszcza moje oczy i serce, żeby widzieć Go takim, jaki jest. Wiem, że tu na ziemi nikt z nas nie pozna Boga w pełni. Rozerwałoby nas ze szczęścia. Dopiero Tam będziemy do tego zdolni, by Boga oglądać twarzą w twarz.

I kiedy tak w tle leciał Baranek moje serce się nawracało. Miałam w nim wiele emocji z dnia. I tych przyjemnych, i tych trudniejszych. Miałam Tych z Was, którzy dziś do mnie się odezwali i Tych, którzy dowiedzieli się o chorobie dziecka. Miałam myśli nurtujące i oskarżające siebie. Trudno mieć relację z Bogiem, który przychodzi by ukarać i zgubić. O ile łatwiej żyć i być w bliskości ze Stwórcą, który pojawia się, żeby oddzielić zło od dobra. By było już wysprzątane i to nie jedynie w łazience. On Chce, bym to ja cała była już czysta. Tylko dobra.

Czekam na Baranka, który ocala! A Ty?

 

 

* Przyjdź Królestwo Twe
** Owca- Żywe Chwały
*** https://3zdania.pl/2019/11/15/ocalony/ – komentarz do Łk 17, 26-37

 

Obraz Paul Sprengers z Pixabay

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *