Przejdź do treści

Modlitwa żebrzącej wdowy

Są takie dni, kiedy bam (kraksy, upadki, roztrzaskania) są głośniejsze od boo (zaskoczenia, radość, zabawa). Kiedy ilość rozlań rozsypań jest odwrotnie proporcjonalna do zasobów matczynej cierpliwości. Kiedy brak dziennej drzemki Malucha Młodszego zmienia plany i nastrój domowy. Czasem boo jest tak ciche, że trudno go usłyszeć. Bywa, że jego szmery są słyszalne. Niespodziewanie zadzwoni ktoś i zabierze Malucha Starszego na wycieczkę rowerową albo podrzuci na obiad brukselkę i bataty pod cytrynową kruszonką. Ale coś, mimo to, ciągle w tyłek kłuje, duszę drażni, serce przyszpila. I ostatnią rzeczą na jaką się ma ochotę to modlitwa…

PRZYJMIJ PRAWDĘ- pierwszy etap leczenia

W piątek, w urodziny Pierworodnego, wybrałam się na Mszę Świętą, kiedy tenże był w przedszkolu. Pojechałam z sercem rozczarowanym. Sobą. Bo choć chciałam, żeby poranek był miły- nie udało się. Niby chciałam po prostu przyspieszyć przesyłkę, na którą czekam od dwóch tygodni dzwoniąc kolejny raz na infolinię, ale w rzeczywistości wylewałam swoją złość na Bogu ducha winnych pracowników ze mną rozmawiających.

I zamiast modlitwy czysto dziękczynnej za pięć lat życia Syna, ja walczyłam ze swoją skłonnością do zawodzenia. Boga. Innych. I siebie.

A potem usłyszałam Słowo z tego dnia:

Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło (Rz 7, 19-21)

Bach! Kotara opadła. Bóg zna prawdę o mnie!

Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to pierwszy etap leczenia.

PRZYJDŹ Z POKORĄ I SKRUCHĄ- drugi etap leczenia

W sobotę poziom niestawania na wysokości zadania przekroczył pewną granicę. Nie tak chciałam, ale było jak było. Z różnych powodów. I nawet jeszcze piękne słońce (bo w niedzielę się to zmieniło), ktoś pomagający nam, ktoś inny dzielący się obiadem, ale… Coś się zablokowało. Niedziela dalej ciągnęła wątek kiszonej goryczy i jakichś dziwnych innych fermentów, które zabierały pokój serca.

A potem zaczął wiać ciepły wiatr. Ten dosłowny za oknem. Symbol zmiany. Znak Ducha Świętego.

I znowu Słowo z dnia:

Nie lekceważy błagania sieroty i wdowy, kiedy się skarży (Syr 35, 14).

Kotara znowu opadła. Bóg znowu wie! Wie, że choć nie jestem w pełni wdową, to jednak jakąś część z niej posiadam. Wie, że to nic prostego. Wie co niosę…

A potem wysłuchałam świadectwa biskupa Rysia * o papieżu Janie Pawle II, który wycieńczony po jednej z pielgrzymek do Polski wstał wcześnie rano, by modlić się ponad godzinę przed Mszą Świętą o 6:00. Bo wiedział, że Bóg jest źródłem życia *. I to nie tylko tego duchowego!

Modlitwą z pokorą, jak mówiło Pierwsze Czytanie (Syr 35, 12-14. 16-18), z uwielbieniem jak skończyło się Drugie Czytanie (2Tm 4, 6-9. 16-18) i modlitwa ze skruchą, jak celnik- żebrak Miłości- z Ewangelii (Łk 18, 9-14). Po tym, jak poznam prawdę o sobie.

Koniec leczenia

Tej niedzieli wiał ciepły wiatr. W pierwszej jej części. Później zaczął wiać wiatr chłodny i pogoda po tylu dniach ciepła i słońca zmieniła się już najprawdopodobniej bezpowrotnie (przynajmniej na jakiś czas). Czyli niezbyt optymistyczne zakończenie. Tak by się wydawało. Nie zaczęłam być z miejsca radosna i w podskokach wracać po Eucharystii do domu. Dalej było trochę gorzko, ale już inaczej.

Pogoda zmieniła się, ale moje serce miało już wyrytą ścieżkę powrotu na wypadek, gdyby pogoda ducha poszła za tym, co za oknem. Sakramenty i Słowo Boże, które Ciałem się staje. I modlitwa. 24/7. Stałe podłączenie do DOBREGO źródła, które życie przywraca. Jedyne.

Podłączasz się?

 

* tu całość: CNN [#150] Modlitwa żebraka

 

Obraz StockSnap z Pixabay

3 komentarze

  1. Marek Marek

    Jasne ze tak… 🙂

    • Bardzo się cieszę! Zawsze raźniej jak ktoś obok 🙂

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *