Przejdź do treści

Mocą Bożą

[…] weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą! (2 Tm 1, 8b)

– mówi dzisiejsze Słowo.

Nasze trudy i przeciwności

Opieka nad małymi dziećmi (obecnie 2,5 i 5,5 lat). Przez ostatnie dwa lata pozbawiona wsparcia ich Taty. Z powodu Jego choroby. Wszystkie zęby Ostatniorodnego wyrżnięte niemal wyłącznie na moich rękach. Bóle brzucha, które towarzyszyły mu przez ponad rok (albo i dłużej- czas mi się zaciera) spowodowały, że każda (każda!) noc była przepłakana (przez niego), przenoszona, utulona i przebujana (w większości przeze mnie). Trudne rozszerzanie diety. Pójście do przedszkola Pierworodnego równało się z lawiną katarów, kaszli, gorączek. U Pierworodnego, Ostatniorodnego i … MNM.

Przy tym wszystkim służyłam Jemu. W zapaleniach płuc, które niezliczoną ilość razy w ostatnim sezonie jesienno-zimowym przeszedł. Odflegmianie, oklepywanie, podawanie leków, inhalacje, konsultacje z lekarzem i pielęgniarką. To dodatkowe czynności, które dochodziły do tych codziennych. Służyłam mu w słabości spowodowanej rakiem. Zmiany pieluch. Pielęgnacja. Karmienie. Przebieranie. Podawanie lekarstw.

Wdowieństwo… Jak to brzmi! Mam niespełna 33 lata, a wdowy to przecież starsze kobiety! Niepojęte, że dołączyłam do ich grona. To etap, który jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Nie mogę jeszcze wiele o nim opowiedzieć…

To jedynie spis treści do grubej książki, która mogłaby opisać ostatnie dwa lata. Nie oddaje w pełni rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Wiele się wydarzyło. Mogłam z czystym sumieniem (tak mi mówiono) oddać MNM do stacjonarnego hospicjum. Choćby na chwilę, żeby odpocząć. Nie chciałam tego zrobić. Nie dlatego, żeby sobie albo komukolwiek coś udowodnić. To był naturalny wybór. Nie umiałam inaczej. Chciałam tego! Żeby był z nami w domu i tu też przy nas odszedł (jeśli nie zdarzy się cud uzdrowienia z choroby).

Świadectwo mocy Bożej w naszym życiu

Napisałam ten skrót z jednego prostego powodu. Nie po to, żeby żebrać o zauważenie, docenienie, podziw. Ani po to, żeby wzbudzić żal czy litość. Absolutnie ani grama- nie! Ten tekst to świadectwo (dla mnie samej także!) o tym, że nie podołałam temu wszystkiemu swoimi własnymi siłami. Wiem i jestem tego pewna. Było wiele momentów, które mnie najzwyczajniej w świecie przerastały. Cała ta sytuacja była i nadal jest (samotne wychowywanie Chłopców, bycie wdową) ponad moją miarę. Nie ogarniam jej. Nie pojmuję tego, co się stało. Wykracza to poza mój rozum, umiejętności i siłę.

Chcę wyrazić swoje totalne tak dla tego artykułu! Nie zapracowałam na moc Bożą, której doświadczam. Idę, pomimo tego, że rak, śmierć najbliższej Osoby to sytuacje skrajnie wykańczające. Mogące jednym ruchem przygnieść. Położyć. Zabić życie nie odbierając go fizycznie. Tak, na tego typu cierpienie patrzyłam jeszcze zanim nas ono spotkało. Teraz wiem, że to prawda, ale cierpienie niesione mocą Bożą nie prowadzi do smutnego końca. Ufam, że zarówno dla MNM, jak i dla nas tu na ziemi, to piękny początek! On już o tym wie w sposób dla mnie niepojęty. Ja mogę jedynie wierzyć. Czasami ufając jedynie decyzją woli.

„Cierpienie przyjdzie tak czy siak”- powiedział mi kiedyś spowiednik, z którym rozmawiałam o moim lęku przed nim (cierpieniem) jeszcze zanim się zaczęło.- „Pytanie tylko czy przejdziesz go z Bogiem czy bez Niego. Z Nim w łodzi czy sama”. Nie zmieniło mnie to zdanie wtedy. Wkurzyłam się nawet na prostotę i oczywistość tego stwierdzenia. No wiadomo, że chcę z Bogiem, ale boleć przecież i tak będzie! Teraz, patrząc z perspektywy, widzę znaki potwierdzające jego prawdziwość i moc. Nie wyobrażam sobie co przeżywają osoby niewierzące w takich sytuacjach. Myślę, że Bóg stara się do nich dotrzeć na wszelkie sposoby. Jednak jeśli Jego łaski nie przyjmują, cierpią podwójnie.

Czy mogłabym to napisać sama z siebie? Nie sądzę. Duch Boży, którego otrzymać można tylko i wyłącznie w darze, poddaje mi to, co mam mówić (por. Mt 10, 19-20). Tak to odbieram. Ufam, że nie przeinaczam Jego natchnień. Jeśli jest inaczej, wyprowadź z tego i tak dobro, Duchu Święty!

 

MODLITWA

Duchu Święty, przyjdź z MOCĄ do słabych, przestraszonych, zalęknionych, obolałych, grzesznych, cierpiących… Do każdego z nas! Uzdolnij nasze serca do przyjęcia Twoich darów. Twoja moc niech będzie siłą naszego życia. Nasza słabość, niech stanie się podatnym gruntem dla objawienia Twojej mocy. Piękna. Dobroci. Miłości w najczystszej postaci. Ty sprawiasz, że lekki powiew może przetrącić zbudowany na grzechu i słabości kręgosłup. I dobrze. Niech się wali! Nikt jednak nie chce bólu. Ty też nie chcesz go dla nas, ale czasami jest on nieunikniony. Wkraczasz wtedy z całą swoją mocą, sprzeciwiając się złu, którego wyrazem jest jakiekolwiek cierpienie. Bierzesz go na swoje ramiona, mówiąc, żebyśmy i my to robili. Twoim mieczem jest Krzyż. Twoje Ciało umiera, ale przecież nie jesteś „[Bogiem] umarłych, lecz żywych” (Łk 20, 28)! Twoje jedno Słowo, realnie staje się żywym, zmartwychwstałym Ciałem. Ze śmierci wyprowadza życie. Słowo, które ma moc nawrócić do życia niech nas dotyka. Niech stanie się początkiem drogi w Twojej obecności. Drogi, która będzie trwała do ostatniego oddechu, jaki nabiorą nasze płuca.

Duchu Święty, przyjdź! Bądź! Kochaj!

 

Obraz Free-Photos z Pixabay

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *