Przejdź do treści

I belong to You… God [modlitwa]

Mieliśmy pływać z Chłopakami łódką (MNM niecały rok przed chorobą zrobił kurs i dostał patent żeglarski). Mieliśmy się razem zestarzeć. Ja piłabym ciepłą herbatę z miodem i cytryną, a MNM przeczytałby te wszystkie książki, które kupował po to, żeby dopiero wtedy je otworzyć (tak się tłumaczył, kiedy złościłam się, że tylko zbierają kurze i zabierają miejsce). Grzalibyśmy się przy kominku. Mieliśmy… Ale to się nie stanie.

Samotność. Wielka czarna dziura. Nie dość, że ciemna to jeszcze ten przenikliwy ból… Pustka, której nikt i nic ziemskiego nie wypełni.

Żałoba jest do dupy. Jest cholernie do dupy! Bycie samotną mamą to nie szczyt marzeń. To przeciwieństwo marzeń. A jednak to rzeczywistość, w której się znalazłam. Uczę się w niej funkcjonować czując się mało pojętnym uczniem. Właściwie mam ochotę wypisać się z tej szkoły. Zwiać gdzie pieprz rośnie. Tylko czy tam (gdziekolwiek to jest) będzie lepiej? Nie mogę, nie chcę, nie mam wyjścia. Zostanę. Wiem, że o tej porze za rok będę w innym miejscu. Wiem, że kolejnym etapem będzie dzień, słońce, wiosna… TO COŚ nie może trwać wiecznie, bo tu na ziemi nic na wieki nie trwa. I chwała Bogu!

„Zamiast ciągle na coś czekać- zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później, niż Ci się wydaje” (ks. Jan Kaczkowski) – czytam w te dni w „Nadziejniku”. Dziś. Dziś chcę przeżyć obdarowana chlebem powszednim od Ciebie. Wszystko mam nie mając na własność mieszkania, pracy, męża, bo mam Ciebie, Jezu. Ty jesteś wszystkim, czego mi potrzeba. Nie chcę, żeby to było tylko patetyczne stwierdzenie. Mając wszystko, można nie mieć nic. Mając Ciebie nie posiadając niczego, można mieć wszystko. Bądź wszystkim, czego potrzebuję!

Ty jesteś moim małżonkiem. Porzuciłeś mnie na krótką chwilę, ale przygarniesz mnie z ogromną miłością. Moi synowie będą Twoimi uczniami i wielkie będzie ich szczęście (por Iz 54, 4a. 5-14). Powiedziałeś mi to w Wigilię Paschalną krótko po tym, jak MNM wrócił do domu po pierwszym zabiegu.

„Czemu jesteś zgnębiona, moja duszo,
i czemu jęczysz we mnie?
Ufaj Bogu, bo jeszcze Go będę wysławiać” (Ps 42, 6).

Poślubiłeś moją duszę. Należę do Ciebie, Boże!

 

P.S. To modlitwa, prośba o modlitwę za nas, za MNM, za decyzje, które muszę podjąć (z góry bardzo, bardzo dziękuję!), terapia, zrzucenie ciężaru ostatnich dni, znak, że jestem, chcę wrócić, ale trochę nie ma jak, nie ma sił, czasu, otwartości serca…

 

Obraz Eric Leroy z Pixabay

6 komentarzy

  1. Marek Marek

    Cudownie! Bogu dzieki za kolejny, wzruszajacy wpis..ufff… za rok o tej porze oczy nasze będą pełne zdumienia!!!

  2. Monika Monika

    Tylko mogę domyślać się jakie to trudne, a piszesz o tym wszystkim tak pięknie. Pamiętam +

  3. Gosia Gosia

    Jezus nigdy nie zostawia zawsze jest czułym, troskliwym Ojcem. Zawsze…Będzie dobrze wszystko wyjdzie na dobre tak mówił Jezus do Joanny z Norwich

  4. Dawid Dawid

    Dzień dobry. . . Tak, potwornie TRUDNE. . . Zapewniam o modlitwie, w „płaczu utulenie. . .”. Pozdrawiam 😥

  5. c.Ania c.Ania

    – Kasiu…! – Rabbuni…!
    Widzę Cię Kasiu w sytuacji zapłakanej Marii Magdaleny. Opłakujacej Umarłego. Proszę o pokój dla Ciebie.

  6. Monika Monika

    Jezu przyjdź i zatroszcz się! +

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *